Czego nauczyłam się o planowaniu wyjazdu do Japonii (2019)

Uff! Od powrotu minęło już trochę czasu, ale pomyślałam, że podzielę się z Wami moimi podróżnymi spostrzeżeniami i radami, które mogą się przydać przy planowaniu wyjazdu~

Planowanie wakacji w Japonii to spora inwestycja, więc zależy nam, żeby wszystko poszło tak, jak sobie wymarzyliśmy. Pierwszy wyjazd to trochę podróż w nieznane, ale na szczęście internet opływa w grupy japniomaniaków, gdzie bez problemu idzie znaleźć odpowiedzi na wszelakie nurtujące pytania.

Oto moje trzy jeny!

Niezbyt to odkrywcze, ale przygotujcie się na pogodę. W poradnikach przeczytacie, że najlepszy czas na wyjazd do Japonii to wiosna i jesień. W marcu/kwietniu i październiku/listopadzie nie tylko można załapać się na cudne sakury i klony, ale i… przeżyć. Jeśli tylko macie możliwość, unikajcie podróży latem. Upały z roku na rok biją rekordy, a klimat na wyspie robi się prawie tropikalny. Na zwiedzanie lepiej zabrać bluzę w bardziej znośnym okresie, niż rozpływać się zwiedzając.
Nie idzie tego do końca przewidzieć, szczególnie planując wylot z dużym wyprzedzeniem, ale zorientujcie się kiedy jest największe prawdopodobieństwo tajfunów (wrzesień). Zazwyczaj kończy się na tym, że pociągi nie jeżdżą przez pół dnia i dość niebezpiecznie jest wychodzić z hotelu, ale nikt nie chce utknąć na lotnisku.
W tym roku przez długie upalne lato nie załapaliśmy się na klony (buu!), ale za to udało nam się uniknąć srogich tajfunów (hurra!) i na przełomie października/listopada bywało nawet ~20 stopni, większość dnia bardzo przyjemnie i bezchmurnie.

Na początku listopada spotkaliśmy niewiele jesiennych kolorów, ale pogoda była zacna.

Zanim przygotujecie sztywny plan podróży warto sprawdzić, czy miejsce, które chcecie zobaczyć, nie jest akurat w remoncie. TUTAJ jest pomocna rozpiska. Remont często nie wyklucza zwiedzania, ale jeśli jesteście gotowi jechać gdzieś specjalnie pół dnia by zobaczyć rusztowanie… może lepiej obrać jakiś bezpieczniejszy cel.

JR Pass. Kupta go, chociaż na tydzień. Nie jest on WYMAGANY, bo można z powodzeniem poruszać się na dłuższe dystanse wygodnymi, nocnymi busami i trochę pozmóżdżać się dodatkowo nad zaopatrywaniem się w karnety dla zwiedzających (pokrywające przejazdy pomiędzy turystycznymi miejscami i plus zniżki na wejściówki) albo… zamówić JRPassa, jak panisko wsiąść w shinkansena i wozić się pociągami Japan Railways do woli. Moim zdaniem atrakcja sama w sobie i ta wygoda…!

Wraz z JRPassem polecam zaklepać też kieszonkowe wifi – można je zamówić za jednym zamachem i odebrać na lotnisku wraz z Passem. Banalne w obsłudze, bierzemy w plecak (nie zapominamy o karmieniu go powerbankiem!), cieszymy się pomocą gugla gdziebądź i oddajemy na lotnisku przed wylotem.
Hotspotów wifi jest jakby ciuuuuut więcej – w razie czego można próbować dostać się do najbliższego 7/11 czy Lawsona i tym podobnych tamtejszych Żabek, ale nie polegałabym na nich. Na dworcach, gdzie najczęściej trzeba skorzystać z internetu i sprawdzić pociągowe połączenie, net przeważnie nie fruwa, więc kieszonkowy hotspot wifi albo chociaż kartę SIM do internetu miejta!

Tak, to Starbucks. Kyoto, Ninenzaka.

Tam, gdzie JRPass nas nie poratuje (metro, linie prywatnych przewoźników kolejowych) za przejazdy wygodnie jest płacić SUICA – urban kartą, którą napełniamy pieniądzem np w automatach na dworcu i odbijamy przy wejściu/wyjściu na dworcowych bramkach by swobodnie poruszać się po mieście.
Wcześniej był to większy wydatek, niż by się chciało – większość opłaty za wydanie plastikowej przejazdówki lądowała wprawdzie jako fundusze na karcie, ale zawsze trochę UGH.
Obecnie można pobrać appkę, wygodnie doładować SUICĘ revolutem (na początek minimum 1000Y) i – jeśli nasz smartfon obsługuje NFC – przykładać telefon do czytnika zamiast karty. Jeszcze większa wygoda i oszczędność!
(Jeśli chcemy taką SUICĘ na pamiątkę, to obecnie nieodpłatnie można odebrać taką ‚Welcome SUICA’ na lotnisku. Byłam trochę zbyt zakręcona na lotnisku, żeby sobie sprawić i trochę żałuję :B)

Revolut. Sprawdził się bez* zarzutów – zaczęłam płacić już przed wyjazdem za hotele i bilety. W Japonii płatność zbliżeniowa jednak niezbyt przechodziła, wiec zalecam zamowienie fizycznej karty debetowej. Do Japonii zabrałam ok. 20,000 jenów (~700zł) w gotówce. Na tym wyjeździe przekonałam się, że spokojnie można polegać na płatnościach kartą… ale są wyjątki. Świątynie, niektóre restauracje z tradycyjnym automatem do zamówień, nadal przyjmują wyłącznie gotówkę. 2000~3000 w portfelu zawsze należy mieć – wypłata z bankomatu również nie stanowiła problemu, chociaż w naszym wypadku minimum, jakie dało się wypłacić z revolutowej karty to 10000 jenów (~350zł), wiec trzeba było pilnować stanu konta. 

Tradycyjne japońskie kawiarniane śniadanie. Jajecznika z pankejkiem, boczkiem i syropem klonowym. Tycie tycie paróweczki.

Planowanie czasu. Kilka rzeczy, które mogą zaskoczyć:
– Wiele miejsc do zwiedzania zamyka się o 17. Knajpy to wielki znak zapytania. Polecam guglać z wyprzedzeniem co tylko się da, by uniknąć zawodu albo paniki, że o 20 nie da się nic zjeść w okolicy, gdzie akurat się znalazłeś.
– Wczesne zwiedzanie? Hola hola. Znalezienie kawiarni koło dworca, gdzie można zjeść śniadanko i wypić kawkę, okazało się mega trudne!! Dworcowe food courty są fantastyczne, ale dlaczego otwierają się o 11?? Zlokalizujta jakieś miejsce otwarte z rana blisko swojej bazy wypadowej, żeby nie latać na głodniaka, albo  jeno z onigiri w żołądku.
Naszym wybawcą była sieć restauracji familijnych GUSTO (ガスト). Przypominają nieco amerykańskie dinery, ale wybór jedzonka przeogromny, godziny otwarcia to wybawienie i bardzo przystępna cenowo ‚wielka dolewka’ na wszystkie napoje z mini baru (matcha latte bez ograniczeń, anyone?).
Oczywiście jak jest okazja, to łapcie coś lokalnego, ale dobrze mieć namiary na awaryjną miejscowę.  

Tyle do planowania i myślenia o! Spokojnie, na niektóre przygody nie sposób się przygotować. Na szczęście legendy o Japończykach, którzy nie zostawią gaijina na lodzie, są prawdziwe. W razie czego technologia AR typu ‚tlumaczenie kanji z aparatu na ekranie telefonu’ też zdaje egzamin.

Odkładajcie fundusze i lećcie bez lęku ^^

Jeśli dręczą Was jakieś pytania – piszcie, spróbuję pomóc~!

– – –
* – Revolut dostał małej czkawki po powrocie – kilka tranzakcji z japońskich Starbucksów zostało mi zwrócone na konto, a potem ponownie zapłacone. Nie wiem, czy była to pojedyńcza czkawka, czy coś się tam zapętliło, bo włączyłam ograniczenie płatności do mojej obecnej lokalizacji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *